wtorek, 19 lutego 2013

Do Szanownej Matki z Dzieckiem, czyli czas poruszyć nieruszane kwestie

Szanowna Matko z Dzieckiem!
Piszę ten list, ponieważ mam Cię już serdecznie dość. Piszę ten list jako nie-matka, użytkowniczka związku partnerskiego, bezdzietna dwudziestoparolatka.
Wyobraź sobie, Matko z Dzieckiem, że kompletnie nie obchodzi mnie co tam u Twojej pociechy. Nie obchodzi mnie raczkowanie, ząbkowanie, kolkowanie, gaworzenie, ani żadne inne czynności życiowe związane z procesem socjalizacyjnym. Nie widzę też powodu, dla którego miałabym Cię w czymkolwiek wyręczać, bo Ty masz dziecko, a ja nie. Trzeba było pomyśleć wcześniej o wywiadówkach, wizytach kontrolnych u stomatologa, pierwszych urodzinkach, drugich, czy osiemnastych, bądź rocznicy pierwszego ząbka. Pewnie nie uwierzysz, ale my - kobiety szczęśliwie bezdzietne - również mamy plany i obowiązki. I nie jest to tylko peeling oczyszczający, choć i to jest ważne.
Matko z Dzieckiem, nie pokazuj mi zdjęć USG dziecka, które robi Ci bajzel w łonie. Na litość boską, to, że Ty widzisz tam główkę, nóżki, rączki, a nawet pieprzyk pod obojczykiem jest Twoim błogosławieństwem i cudem. Ja tam widzę jakieś cienie. To nie jest komfortowe, tak patrzeć w kawałek kartki i kłamać Ci w żywe oczy.
To nie moja wina, Matko z Dzieckiem, że nie masz dla siebie czasu. Nie patrz więc na mnie z wyrzutem, gdy przyjdę na spotkanie po wizycie u fryzjera. Nie dziw się, gdy mówię, że używam trzy rodzaje kremów. Nie karć krytycznym spojrzeniem i dezaprobatą w głosie, gdy powiem Ci, że ja nie mam rozstępów ani blizny po cesarce. Nie oceniaj tego, że moim życiowym celem jest podróż dookoła świata, że mam czas przeczytać kolejną powieść Kinga, że mogę iść do kina niemal w każde popołudnie.
Szanowna Matko z Dzieckiem, to nie ja Cię zapłodniłam, nie ja zmusiłam Cię do narodzin Twego różowego pacholęcia, które swoją drogą na początku niczym nie różni się od łożyska, więc naprawdę nie widzę sensu porównywania go do wszystkich członków Twojej rodziny. Nie stanęłam też nad Tobą niczym mesjasz i nie powiedziałam do Ciebie niskim, tubalnym głosem: czuwaj nad domowym ogniskiem, bo bez Ciebie cywilizacja umrze z zimna.
Ja wybrałam swój system życia bez dzieci. Dobrze mi z tym. I jeśli nie chcesz dostawać więcej takich listów, nie oskarżaj mnie, nie pluj mi w twarz wyzwiskami, nie obrażaj, nie oceniaj, nie krytykuj. Wtedy i ja Cię oszczędzę.   

2 komentarze:

  1. łooo, któż Ci tak zalazł za skórę?
    ja tam lubię matki z dziećmi :P

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, to ciekawe zjawisko, jak nagle u Maki z dzieckiem, która jeszcze bodajże rok temu była całkiem inteligentną i rozmowną (na wiele tematów) kobietą bez dziecka, pojawiają się potoki słów i myśli jednokierunkowe! Zawsze mnie to irytowało. Mam nadzieję, że jeśli będę miała swoje dziecko, będę je szalenie kochać, ale będę potrafiła też nie nazucać się z ta miłością do niego wszystkim wokoło, że nie zabraknie mi 100 innych tematów do rozmów, i będę potrafiła znależć czas dla siebie :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń